To jest cykl, w którym omawiam moje zmagania, radości i frustracje z prowadzenia scenariusza Zagubiona kopalnia Phandelvera do D&D 5ed. Podejrzewam, że całość będzie bardziej zrozumiała dla kogoś, kto grał, czytał i/lub przygotowuje się do prowadzenia tego modułu.

Oto raport z trzeciej sesji, podczas której doszło do trzeciego (sic!) starcia z goblinami w ich kryjówce pod wzgórzem (Cragmaw Hideout).

Na poprzedniej sesji rozdałam na koniec pedeki, dzięki czemu postacie weszły na 2 poziom. Oprócz tego na sesję przyszedł – wreszcie! – czwarty gracz, Idan. Z perspektywy czasu rozdanie pedeków było kiepską decyzją, która miała wiele różnych konsekwencji.

Podejście 3

W fikcji na poprzedniej sesji i awanturnicy, i gobliny wycofali się każde na bezpieczne pozycje. Na nogach zostali Willy (druid) i Jasper (mag). Gobliny z kolei mają jeńca jako kartę przetargową… a przynajmniej miały, bo dzięki Mielcowi, który przejął nad nim kontrolę, Sildarowi udało się ukryć gdzieś w jaskini. Patowa sytuacja.

Rozpoczynają się negocjacje, czyli pogróżki z jednej i drugiej strony. W międzyczasie ja decyduję, że gobliny się przegrupowują: jeśli negocjacje będą w jaskini w jamie przy wejściu, warto mieć tam przynajmniej jednego ukrytego w ciemności goblina. Pozostałe gobliny desperacko poszukują Sildara, podczas gdy Yeemik, ich szef, przeciąga negocjacje.

No cóż, goblińskie groźby i żądania wymiany na jeńca nie przynoszą skutku i bohaterowie atakują. Druid zmienia się w niedźwiedzia (!) i jest straszny, przebija się przez gobliny jak przez masło. Walka była szybka, gobliny zostały wybite, Yeemik pojmany, Sildar uwolniony.

Było kilka fajnych momentów:

  • Niedźwiedź wspinający się po skałach na mostek, żeby sięgnąć łapą gobliny: pomyślałam, że taki niedźwiedź jest ciężki i zdecydowałam, że mostek zarwie się pod nim (powodem była też wielkość tokena 2×2, podczas gdy mostek miał szerokość 1 kratki). Efektem były save’y i niedźwiedzia i goblinów, czy spadną z mostku. Kolejna z moich decyzji opartych na tym, co mi wynika z sytuacji.
  • Kiedy Jasper ruszył naprzód, rzucił światło wgłąb jaskini, ale jedno z odgałęzień pozostało nieoświetlone – właśnie stamtąd podkradł się goblin i ciął go od tyłu na advantage.
  • Willy w formie niedźwiedzia przebił się aż do ostatniego odgałęzienia, Yeemik mu nagle zniknął z oczu i uciekł w dół pionowym szybem który łączył różne poziomy jaskini. Więc niedźwiedź zaczął węszyć, nic nie znalazł, więc położył się i zasnął.

Trochę słabo wyszło, że walka się przeciągnęła tak bardzo (chyba ze 2godziny), bo dwóch graczy musiało to przeczekać. Głupiej, bo druid miał jeszcze czary leczące, i miał okazję rzucić na wojownika.

Czasem pedeki się nie należą

Powiedziałam wcześniej, że decyzja o przyznaniu poziomu przed tą walką była błędna, z przynajmniej kilku powodów.

  • Po wbiciu poziomu postacie stały się na tyle mocne, że negocjacje przestały być atrakcyjne, a rozwiązanie sytuacji walką stało się łatwe.
  • To nie był koniec spotkania! Przyznałam pedeki tak jakby poradzili sobie ze spotkaniem – a przecież sytuacja nie była rozwiązana, ani nie został odbity jeniec, ani gobliny nie zostały pokonane, ani nie zaczęły się negocjacje.
  • Wbicie poziomu oznaczało nowe dopaki dla wszystkich, z których największą była możliwość przemiany druida w zwierzę. Po tym awansie w zasadzie nie potrzebował reszty grupy.
  • Przyznanie poziomu nie podczas odpoczynku wywołało mnóstwo wątpliwości (którymi gracze podzielili się dopiero po sesji, ech), czy dostają wszystkie moce, co z nowymi zaklęciami i podbiciem liczby HP. Scenariusz mówi o przyznawaniu PD po każdym spotkaniu i o tym, że możliwy jest awans w trakcie sesji, ale w podręczniku nie znalazłam informacji o timingu.
  • Po sesji poprosiłam graczy, żeby – skoro lepiej orientują się w mechanice niż ja – zdecydowali, na jakich zasadach ma być przydzielany poziom. Wspólnie ustalili (a ja przyklepałam), że awans jest możliwy podczas dowolnego odpoczynku, wszystkie moce używalne są od razu, podbicie maksymalnych hp o tyle samo zwiększa liczbę aktualnych.

Druga połowa

Po tej walce do grupy dołączyła nowa bohaterka (i nowy gracz):

Amber – paladynka krasnolud, za sobą ma życie łotra, ale teraz powróciła na drogę cnoty. Wyruszyła do Phandalinu do swego kuzyna Gundrana, który miał wstawić się za nią u rodziny. I teraz zupełnym przypadkiem napotyka na drodze pozostałych, którzy właśnie od Sildara, ochroniarza krasnoluda, dowiedzieli się, że Gundran Rockseeker został zabrany dokądś przez strachuny… (Idan)

Tutaj było więc miejsce na odpoczynek i trochę odgrywania, poznawanie się postaci. Bohaterowie wymogli na goblinie Yeemiku, żeby doprowadził ich do zamku, do którego ponoć dostarczono krasnoluda. Następnego ranka Sildar wraz z Luthaisem (bard, gracz musiał zrezygnować) wyruszyli wraz z wozem do Phandalinu, a nasi bohaterowie ruszyli w stronę goblińskiego zamku.

Tutaj uwaga: to jest moduł. Wszyscy przy stole wiemy, że jest to nieoptymalna decyzja i jeśli przeskoczą kilka spotkań, to nie będą na takim poziomie, żeby sobie z późniejszymi poradzić. A gobliński zamek wygląda na solidne wyzwanie.

Oprócz tego: ja w międzyczasie rzucę sobie na spotkania losowe dla Sildara.
Kiedy BG dotrą w końcu do tego Phandalinu, dowiemy się, czy udało mu się dotrzeć, czy nie zostanie przypadkiem zasieczony po drodze albo w mieście.

Tak pewnie wyglądać Yeemik